federacja.gry-online.pl

Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień

Strategia czasu rzeczywistego bazująca na twórczości J.R.R. Tolkiena, a dokładniej na jego najsłynniejszym dziele, czyli „Władcy Pierścieni”. Zadaniem gracza w Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień jest opowiedzenie się po jednej ze stron zaistniałego konfliktu, tj. po stronie dobra walcząc ramię w ramię z krasnoludami, elfami i ludźmi lub po stronie sił ciemności mając za swych sprzymierzeńców Saurona, Nazgule czy też paskudnych orków, i przejęcie kontroli nad całym Śródziemiem.

Grając po stronie dobra gracz ma do wykonania szereg misji (coś na kształt tych znanych z Warcraft III: Reign of Chaos), w których w większości przypadków do dyspozycji otrzymuje z góry predefiniowaną drużynę kilkunastu postaci. Opowiadając się po stronie zła, gra już bardziej przypomina typowego RTS-a i grający musi z kolei wykazać się umiejętnością dowodzenia znacznie większymi siłami, składającymi się z dziesiątek podległych mu jednostek.

Akcja gry rozgrywa się w całości na obszarze Śródziemia, na terenach znanych z trylogii, w tym m.in.: Iron Hills, Mirkwood, Dol Guldur oraz Lothlórien. Uczestniczymy również w słynnych bitwach jak choćby w bitwie o Helmowy Jar. W grze występują specjalne jednostki (m.in.: Aragorn, Gandalf, Gollum czy Saruman) posiadające szereg indywidualnych, unikalnych zdolności, m.in.: zwiększanie morale żołnierzy i tym samym szansy na odniesienie zwycięstwa czy ataki specjalne o ogromnej sile rażenia. Wraz z postępami w kampanii postacie te zdobywają doświadczenie i zwiększają swe umiejętności.

  • Profesjonalna, polska wersja językowa
  • Gra wykorzystuje nowoczesny „silnik”, pozwalający generować wysokiej jakości, bogatą w szczegóły grafikę 3D. Widzimy tu wysokiej jakości tekstury, realistycznie wyglądające cienie, przesuwające się po niebie chmury, grę świateł, itp.
  • Pierwsza w historii strategia czasu rzeczywistego, umieszczona w realiach trylogii Władca Pierścieni.
  • Jednostki zdobywają doświadczenie podczas walki.
  • Ukształtowanie terenu w dość znaczny sposób wpływa na przebieg i wynik walki.
  • Poziom trudności automatycznie dopasowujący się do możliwości gracza, np. zależny od szybkości z jaką produkuje on swoje jednostki.
  • Możliwość gry wieloosobowej do ośmiu osób równocześnie w kilku trybach: Razing, Survival, Catapult, Famine i Control.
  • Kampanie przeznaczone zarówno dla trybu pojedynczego gracza jak i rozgrywki wieloosobowej.
  • Książkowe postacie i lokacje - tego nie zobaczysz w kinie!


producent: Liquid Entertainment
wydawca PL: Cenega Poland
wydawca: Vivendi Universal Games

kategoria: strategiczne / RTS

data wydania PL: 01 grudzień 2003
data premiery: 04 listopad 2003

tryb gry: single / multiplayer
tryb multiplayer: LAN / Internet
liczba graczy: 1-8
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 2 CD

Rozsądne wymagania sprzętowe:
CPU 1,0GHz Intel/AMD, 256MB RAM, 32MB akcelerator 3D (Direct X 8.1)

Pierwsza gra strategiczna, której akcja rozgrywa się w Śródziemiu, oferuje nam dwie kampanie, w których możemy zagrać jako siły dobra, lub też słudzy Mordoru. Łącznie jest to 21 scenariuszy, dość luźno nawiązujących do historii opowiedzianej w książce. Wprawdzie będziemy mogli wziąć udział w sławnych bitwach jak chociażby ta, o Helmowy Jar, jednak o większość potyczek, które rozegramy w książce miejsca nie miała. Poznamy losy członków drużyny pierścienia przed ich wspólnym spotkaniem w Rivendalle, dzięki czemu cała historia nabierze nieco innego sensu. Możemy więc pomóc Gimliemu w walce z Orkami na zboczach Żelaznych Gór, jako Legolas tropić Goluma w lesie Mirkwood czy też wspomóc Boromira o obronie jego rodzinnych stron. Jednak moim zdaniem największą atrakcją jest możliwość zagrania siłami Mordoru. Wszak zabicie Froda, Gandalfa czy innego Aragorna może dostarczyć niezapomnianych wrażeń :). Poza tym to zawsze jakiś powiew świeżości i chociażby złudzenie, że tak dobrze wszystkim znana historia będzie mieć inne zakończenie. Bez dwóch zdań, fabuła gry jest jedną z jej największych zalet.

Szczegółowo trzeba się przyjrzeć kwestii najistotniejszej, czyli mechanice gry. Wojna o pierścień jest klasycznym RTSem i według niej można by stworzyć dokładną definicje tego gatunku. Zbieramy więc surowce, rozbudowujemy bazę, tworzymy jednostki, opracowujemy technologie zwiększające ich możliwości i przechodzimy do ofensywy. Oczywiście kluczem do sukcesu jest tworzenie zróżnicowanej armii składającej się z wielu typów, wzajemnie wspierających się jednostek. Znajdziemy więc odziały znakomite w walce w zwarciu, zwiadowców, strzelców lub specjalizujące się w niszczeniu budynków. Zabrakło jedynie jednostek morskich i powietrznych, choć to akurat można zrozumieć, bo w książce też ich było niewiele. Ale dość banałów, czas skupić się na konkretach. W Wojnie o pierścień uproszczono znacznie pozyskiwanie surowców. Istnieją tylko dwa (jedzenie i ruda), których złoża zawsze znajdują się niemal w sercu naszej mapy. Nie trzeba, więc toczyć o nie zaciekłych pojedynków, spokojnie zajmując się rozbudową. Podobnie jak w innych nowych RTS-ach w grze występują specjalne jednostki- bohaterowie. W tej roli odnajdziemy oczywiście naszych ulubieńców, wchodzących w skład Drużyny pierścienia, z Gandalfem na czele. Wraz z wygranymi walkami rośnie poziom ich doświadczenia, dzięki czemu stają się potężniejsi i bardziej odporni na ciosy przeciwnika. Jednak ich główną siłą są specjalne umiejętności które, albo zwiększają możliwości całej armii (morale, szybkość), albo zadają wrogom olbrzymie obrażenia. I tak np. Gimli może ogłuszać wszystkich otaczających go wrogów, a Gandalf rzucić zaklęcie deszczu meteorów, które podpalą wszystkie budynki w bazie wroga. Gra z założenia jest prosta, przez co zabrakło w niej chociażby możliwości ustawiania oddziałów w formacji, przez co na polu bitwy często panuje chaos. Jest to szczególnie denerwujące przy przemieszczaniu jednostek, albowiem nie podróżują one własnym tempem (a nie w grupie), przez co np. szybcy łucznicy wyprzedzają ociężałych Krasnoludów. Jeśli więc po drodze napotkacie oddziały wroga, to pozbawione ochrony Elfy zostaną błyskawicznie zdziesiątkowane. Strategia walki również opiera się na bardzo skomplikowanej taktyce, która brzmi "kupą mości panowie" ;). Jestem niemal pewien, że The Battle for Middle-Earth, którą w przyszłym roku wyda Electronic Arts będzie pod tym względem grą znacznie lepszą.

W Wojnie o pierścień znajduje się jednak kilka w miarę oryginalnych, elementów. Pierwszym z nich jest wprowadzenie tzw. miejsc mocy. Są to rozmieszczone w różnych częściach mapy ołtarze, zdobycie i utrzymanie, których powoduje znaczny wzrost siły naszej armii. Możemy np. uzyskać zdolność skuteczniejszego burzenia budynków wroga, czy też szybszego leczenia ran naszych oddziałów. Miejsca mocy mają kluczowe znaczenie w przypadku gry w trybie pojedynków, albowiem wymuszają na graczach zastosowanie ofensywnej taktyki już od początku gry. Powolna rozbudowa ograniczająca się do bronienia własnej bazy doprowadzi do zguby, albowiem przewaga przeciwnika wynikająca z posiadania miejsc mocy będzie ogromna. Drugim elementem są punkty przeznaczenia, które zdobywamy wraz z każdym odbytym starciem. Dzięki nim, możemy zakupić dla naszych bohaterowi nowe umiejętności, lub też rzucać potężne zaklęcia, które niemal zawsze mają kluczowy wpływ na wynik bitwy. Dzięki nim, możemy chociażby zapewnić naszym jednostkom pełną ochronę przed pociskami wroga, czy też przyzwać Balroga, który samodzielnie potrafi zabić 50 jednostek przeciwnika. Szerzej na ten temat dowiecie się po rozegraniu trzeciej misji samouczka, która mówiąc szczerze jest jedyną godną uwagi, bo w pozostałych uczą wykonywania banalnych czynności

Możliwość przyzwania Entów i Balroga jest prostym sposobem na zwiększenie atrakcyjności i nieźle spełnia swoje zadanie. Bo przecież, jeśli zamiast nich moglibyśmy przywołać wielkiego Smoka, to i tak fani książki zaczęliby marudzić, iż tych bestii w niej nie było (no, może jeden w Hobbicie). Chociaż i tak kilka dziwnych jednostek w grze można odnaleźć, jak chociażby Huorny (będące odmianą Entów) i Beorningowie (którzy mogą się zmieniać w niedźwiedzi). Czy to wada, oceńcie jednak sami. Niektórym do gustu nie przypadnie również grafika, która choć wprawdzie wygląda ładnie, to jakoś nie bardzo pasuje to tak podniosłej i dramatycznej historii. Jednak raz jeszcze podkreślę, iż są to wady tylko z punktu widzenia miłośników książki i osoby, które z nią styczności nie miały, uwagi na to nie zwrócą. Mimo wszystko fanom filmu polecam grę Powrót króla, w której o wiele bardziej można poczuć Tolkienowskiego ducha i narobić sobie smaczku przed zbliżającą się premierą. Należy też zwrócić uwagę, na długość gry-z powodzeniem można ją ukończyć w ok. 20h, więc moim zdaniem jest nieco za krótka. Pewnym mankamentem Wojny o Pierścień są przesadzone wymagania sprzętowe. Fakt, grafika jest ładna, jednak z pewnością nie na tyle, by na procesorze z procesorem 2.5 GHz z 1GB RAMu gra miała prawo zwalniać w rozdzielczości 1024x768. A momentami zwalnia! Grać w scenariusz w którym bronimy Helmowego Jaru, przy maksymalnych detalach jest istnym samobójstwem, chyba, że dysponujemy komputerem takim jak w NASA ;). I pomimo, iż w innych misjach, gdzie występuje mniej jednostek, gra już się tak często nie zacina, to brak optymalizacji kodu jest moim zdaniem błędem niewybaczalnym.

A skoro już jesteśmy przy kwestiach technicznych to wypada na ten temat skreślić kilka słów więcej. Grafikę w Wojnie o pierścień można doskonale opisać dwoma słowami: wykapany Warcraft 3! Panowie z Blizzarda pewnie już składają pozew do sądu, albowiem olbrzymia ilość elementów do złudzenia przypomina ich produkcję. Ten sam układ opcji (to można wybaczyć), identyczny widok kamery, zbliżone możliwości jej rotacji i identycznie wyglądające sekwencje filmowe, to tylko kilka przykładów. A już najbardziej rozbawiła mnie jedna z jednostek- jak może pamiętacie w Warcraft 3 był Orki jeżdżące na wilkach. Tu Orki jeżdżą na wargach i trzeba naprawdę bystrego oka by dostrzec różnicę! Nie powiem jednak, że to wada, wszak Warcrat 3 wyglądał całkiem nieźle, a Wojna o pierścień prezentuje się jeszcze lepiej, kładąc większy nacisk na dopracowanie szczegółów. Całość prezentuje się naprawdę znakomicie, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi grafikę z kreskówek. Mimo wszystko, ze oprawę graficzną Władca pierścieni dostaje ode mnie niemal maksymalną ocenę. Ścieżka dźwiękowa również może się podobać. Nie jest to może muzyka na miarę Howarda Shore'a jednak nie nuży i pasuje do klimatu rozgrywki. Odgłosy poszczególnych postaci również zostały podłożone całkiem dobrze, i brzmią dość podobnie do swoich filmowych odpowiedników.

 

copyright © 2000 - 2017 GRY-OnLine S.A.